<< WSTECZ   DALEJ >>
Z życia romskiego muzykanta w XIX w.

Lider zespołu, z reguły najlepszy skrzypek (primás), otaczany był dużym szacunkiem przez pozostałych członków. Pozycja solisty gwarantowała również lepsze zarobki. W myśl zwyczajowo przyjętej zasady otrzymywał on dwukrotnie wyższe wynagrodzenie niż pozostali muzycy. Z wyjątkowo wysokich zarobków słynął aktywny w połowie XIX w. skrzypek Ferenc Patikárius, okrzyknięty następcą János'a  Bihari'ego. Stosunkowo niewiele informacji odnaleźć można o innych niż skrzypkowie instrumentalistach pełniących rolę solistów. Jednym z nielicznych wyjątków był wiolonczelista z Nyíregyháza, Károly Fátyol. Szczególnym sentymentem obdarzani byli natomiast dobrzy cymbaliści. Ich wirtuozerskie popisy postrzegano jako "serce i duszę muzyki narodowej".

Pod koniec XIX w. znane były już całe dynastie muzyków. Najpopularniejsze rody, m.in. Berkes, Munczis, Radics wiodły dostatnie życie. Liczba zespołów na Węgrzech przewyższała jednak znacznie rzeczywiste zapotrzebowanie na "muzykę cygańską" i zdecydowana większość muzyków romskich żyła w ubóstwie. Już w pierwszej połowie XIX w. K. W. Wóycicki tak opisywał swoją podróż na Węgry:

"Pierwszy raz ujrzałem gromadę Cyganów, milę ujechawszy od granicy węgierskiej w 1829 r. Banda złożona była z 15 osób, w której czterech mężczyzn (...), dwie stare Cyganki w łachmanach, reszta dzieci nagich (...) można znaleźć ich wszędzie: oni tu składają po większej części kapele, czy to nadworne panów, czy wędrowne."

 Zdarzały się sytuacje ostrych konfliktów między rywalizującymi ze sobą zespołami. W 1892 r. lokalni muzykanci z Aradu (dzisiejsza Rumunia) przegnali z miasta "konkurencję", która świeżo przeprowadziła się tam z Gyula. Słynna była również historia rywalizacji trzech czołowych zespołów cygańskich stolicy kraju w latach 50-tych XIX w. - Kecskeméti'ego, Patikárius'a oraz Sárközi'ego. Każda z grup ogłaszała się jako najlepszy zespół Pesztu. Jak głosiły plotki, Sárközi zamalowywał słowo "najlepszy" widniejące na plakatach konkurencyjnych grup. Liderzy grup stawali również często do "smyczkowych  pojedynków", które miały rozstrzygnąć, który zespół rzeczywiście zasługiwał na miano "najlepszego". Zgromadzona z reguły w dużej restauracji publiczność oceniała umiejętności prymistów, podchodząc do tego typu wydarzeń z uwagą odpowiadającą współczesnemu zainteresowaniu ważnymi meczami piłkarskim. Pojedynkom towarzyszyła zazwyczaj ostra kampania prasy brukowej.  

Ci, którzy potrafili czytać z nut, dorabiali udzielając lekcji gry na instrumentach. Najlepszym sposobem na dobre zarobki był jednak wyjazd na zagraniczne tournee. Zgromadzone w ciągu jednej trasy po Ameryce oszczędności pozwalały na budowę nowego domu. Inną drogą do poprawy sytuacji materialnej cygańskiego muzyka był bogaty ożenek. W latach 1896 - 1898 prasa węgierska rozpisywała się o mariażu skrzypka Jancsi'ego Rigó z belgijską księżniczką. Inny muzyk, Elek Vörös, oświadczył się paryżance, gotowej rozwieść się ze swoim dotychczasowym mężem - milionerem. W obydwu jednak przypadkach związki nie utrzymały się zbyt długo. Belgijska księżniczka opuścił Jancsi'ego, natomiast zamożna paryżanka, która postanowiła odwiedzić narzeczonego w jego rodzinnym kraju, zorientowała się szybko, że kandydat na nowego męża ma żonę i dzieci w Győr. 

Muzycy nie byli zatrudniani na stałe. Głównym sposobem uzyskania zapłaty była przechadzka jednego z muzyków z kapeluszem lub talerzem wśród publiczności. Ta zazwyczaj chętnie i sowicie wspomagała grajków, pragnąc uniknąć publicznego przydomku "skąpca", lub po prostu nie chcąc prezentować się jako uboga w oczach muzyków. Ci z kolei z dużym zainteresowaniem obserwowali co dzieje się z puszczonym w obieg talerzykiem czy też kapeluszem. Jak głosi legenda, muzykant zbierający pieniądze musiał trzymać w wolnej ręce żywą muchę. Mógł uwolnić ją dopiero wtedy, gdy pozostali towarzysze razem przeliczyli zebrane pieniądze.

Cygańscy wykonawcy musieli elastycznie dopasowywać się do oczekiwań dość wybrednej publiczności. Jednym ze zwyczajów  było przekazywanie prymiście zespołu połówki banknotu o dość pokaźnym nominale. Skrzypek otrzymywał brakującą połówkę jeśli w zadowalający sposób wykonał ulubioną melodię zamawiającego. Innym, znacznie starszym zwyczajem było ustawianie skrzypka za krzesłem gospodarza przyjęcia. Muzyk miał okraszać odpowiednimi melodiami zmiany nastroju gospodarza. Od skrzypka oczekiwano oczywiście również głębokiego zrozumienia i wczucia się w stan ducha klienta, wahający się między śmiechem, płaczem oraz "spontanicznym" tłuczeniem szklanek.    

Piotr Majczyna

<< WSTECZ   DALEJ >>